kup bilety online

Komunikat prasowy

Jak uśmiercić własną żonę?

Malwina Głowacka, www.teatralny.pl

Muszę przyznać, że po odwiedzeniu w ostatnim czasie kilku stołecznych scen wizyta w Och-Teatrze okazała się miłą odmianą. Zwykle recenzuję przedstawienia ciężkiego kalibru, tymczasem Truciciel wystawiony na deskach tej sceny to czarna komedia. Jej najmocniejszą stroną jest iście brytyjski humor, który nawet największego ponuraka musi wprawić w dobry nastrój.

Pomysł sztuki opiera się na efekcie domina: bohaterowie niezamierzenie wikłają się w serię nieporozumień, co wprawia w ruch machinę napędzającą splot coraz bardziej absurdalnych i przez to coraz zabawniejszych zbiegów okoliczności. Komedia Erica Chappella to samograj gwarantujący komplety na widowni. Jeśli role powierzyć popularnym aktorom, sztuka może nie schodzić z afisza przez wiele sezonów.

Pierwsza scena wcale nie zapowiada pasma komicznych zdarzeń. Do willi państwa Bryce przybywa dość ponury i pozbawiony poczucia humoru jegomość ubrany na czarno, w meloniku na głowie. Dopiero po krótkiej wymianie zadań domyślamy się celu jego odwiedzin. Gentelman o niejasnej profesji jest przedstawicielem firmy o wielce wymownej nazwie Exodus. Wychodzi ona naprzeciw nietypowym zachciankom części gatunku ludzkiego. Otóż specjalnością zakładu jest wyprawianie osobników, którzy postanowili ze sobą skończyć, na tamten świat.

Jednak nie od razu dowiadujemy się kto jest klientem Vincenta reprezentującego podejrzane przedsiębiorstwo. Początkowo wydaje się, że jest nim pan domu Walter Bryce. Po chwili okazuje się, że to jego żona Celia, od wielu lat cierpiąca na depresję, pragnie pożegnać się z doczesną egzystencją. Troskliwy mąż chce za wszelką cenę skrócić przedłużające się katusze ukochanej kobiety. Pracownik firmy Exodus ma dopomóc w sprawnym uśmierceniu pogodzonej z losem frustratki. Poza tym zamierza załatwić sprawę szybko i sprawnie. Czekają na niego inni śmiertelnicy noszący się z zamiarem opuszczenia ziemskiego padołu w trybie natychmiastowym. Lista zainteresowanych jego usługami jest długa. Niestety, niespodziewanie zadanie się komplikuje. Vincent mylnie rozpoznaje potencjalnego usługobiorcę i wlewa truciznę do kieliszka nie tej osobie, której trzeba. W ten sposób daje początek serii nieporozumień. Ucierpi w niej, na szczęście, tylko sztuczny kwiat stojący w salonie państwa Bryce. Ziemia w jego doniczce wchłania zawartość kolejnych kieliszków z trucizną, a plastikowa roślina traci następne liście ku przerażeniu pana domu i przy salwach śmiechu na widowni.

Vincent, choć początkowo sprawia wrażenie mało rozgarniętego, dość szybko rozpoznaje autentyczne intencje Waltera Bryce’a. Domyśla się, że wiarołomny mąż pragnie jak najszybciej uśmiercić własną żonę, żeby związać się z inną kobietą. Obiektem westchnień Waltera okazuje się jego osobista sekretarka Angie. Vincent, któremu Celia wyraźnie wpadła w oko, nakłania ją do upozorowania samobójstwa. Uknuta intryga ma obnażyć prawdziwe zamiary Waltera i stać się sprawdzianem jego wierności. Rzeczywiście, kiedy Celia udaje denatkę, Walter bez skrupułów flirtuje z Angie i wspólnie z nią snuje plany na przyszłość. Zemsta Celii jest słodka, choć to nie ona będzie tu grała ostatnie skrzypce.

Spektakl jest popisem komicznego potencjału duetu Mirosław Kropielnicki (Walter) i Cezary Żak (Vincent). Świetny jest także Henryk Niebudek (Withers) jako psycholog pracujący w telefonie zaufania. Choć cały czas z uśmiechem na ustach powtarza slogan, że „życie jest piękne”, sam jest dowodem na to, że wyświechtane hasło nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Pod powierzchnią purenonsensowego humoru kryje się jednak wcale niebłahy problem śmierci na życzenie. Tekst Erica Chappella, choć w komediowej formie, wpisuje się w dyskusję na temat eutanazji. Bohaterowie bawią się śmiercią, igrają z losem. To Vincent zawiesza nagle komediowy ton i na poważnie oznajmia, że następny drink naprawdę będzie zatruty. Po jego wypiciu nastąpi śmierć nieodwołalna i nieodwracana, przeprowadzka w rejony, z których nie ma powrotu, a to już wydaje się mało zabawne – zdaje się sugerować pracownik firmy Exodus. Jak zatem nazwać usługę, którą świadczy? Samobójstwem dokonanym z pomocą innych czy jednak morderstwem na zlecenie?

W finale komedii Chappella ofiarą własnej intrygi pada sam truciciel. To on wypija feralnego drinka z trucizną, którego wcześniej serwował innym, i w trybie natychmiastowym przenosi się na tamten świat. Twórcy przedstawienia oszczędzają jednak widzom fatalnego zakończenia. Vincent w ujęciu Cezarego Żaka okazuje się zresztą znacznie bardziej sympatyczny niż jego pierwowzór w oryginalnym wydaniu. Następuje zaskakujący happy end, ale go nie zdradzę. W upalny wieczór warto wybrać się do Och-Teatru, żeby przekonać się, jakie rozwiązanie znajduje komedia omyłek rozpisana na pięć osób, jedną plastikową roślinę i kilka zatrutych drinków.  

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni