kup bilety online

Komunikat prasowy

Kwiat ich sekretu

Matka, żona, szwagierka, siostra, dwie córki, pokojówka i kucharka. Osiem kobiet, osiem odcieni kobiecości, osiem tajemnic, jeden trup. „Mężczyzna był dla mnie dodatkiem do pejzażu” – pisała Agnieszka Osiecka (w liście do Jeremiego Przybory). W 8 kobietach w reżyserii Adama Sajnuka pejzaż to kobiecość. Męskość stanowi tło, dodatek, lekko przywiędły figowy listek.

Sędziwa sztuka Roberta Thomasa z początku lat sześćdziesiątych została rozsławiona przez film François Ozona z 2002 roku, ale w Polsce była wystawiana w teatrze od dawna. Przed premierą w Teatrze Polonia doliczyłem się aż dwudziestu pięciu wcześniejszych adaptacji. Tytułowe osiem kobiet grały u nas między innymi: Irena Netto, Maria Malicka, Jolanta Lothe, Hanka Bielicka, Renata Kossobudzka, Barbara Ludwiżanka, Zofia Mrozowska czy Barbara Wrzesińska.

Popularność sztuki nie jest zaskoczeniem – 8 kobiet łączy kryminał w stylu Agathy Christie z komedią retro, musicalem i melodramatem. Dla mnie jednak jest przede wszystkim demonstracją kobiecości w możliwie szerokim wydaniu oraz demonstracją kobiecego aktorstwa. Aż osiem pełnych, bogatych, pierwszoplanowych ról.

8 kobiet krąży wokół ustalonych klasyfikacji obowiązujących w kulturze mieszczańskiej. Pojawiają się doskonale znane z kina tropy – kobieta fatalna, kompleks Edypa, wiarołomstwo. A chociaż oglądamy (i podziwiamy) na scenie same panie, intryga krąży wokół mężczyzny: nieobecnego, mimo to wciąż nakręcającego spiralę bez mała freudowskich współuzależnień na linii ojciec-córka, mężczyzna-kobieta, macho-kocica. Na czym polega kryminał doskonały? Agatha Christie pisała: „Przypadek jest najlepszym detektywem”. W 8 kobietach detektywem jest widz. To publiczność układa pozornie przypadkowe puzzle na swoją modłę. Jak w dziecięcej zabawie: na kogo trafi, na tego bęc. Czy oskarżoną będzie piękna pani domu, rozerotyzowana pokojówka, czy złośliwa stara panna? Izolacji tego rodzaju domniemań sprzyja miejsce akcji. Odcięty od świata dom na odludziu. Jest trup, są podejrzane, śledztwo trwa.

Najnowsza premiera 8 kobiet daje również asumpt do śledzenia kobiecości w teatrze i w kinie. W filmie Ozona ewidentnie podkreślana była teatralność pierwowzoru literackiego, czy raczej etymologii kina czerpiącego przez pierwsze dekady właśnie z teatru, z literatury. Stąd w filmie liczne nawiązania to kina lat pięćdziesiątych, nasycona kolorystyka rodem z filmów Douglasa Sirka czy Alfreda Hitchcocka. Catherine Deneuve przypominała Lanę Turner, Ludivine Sagnier – Leslie Caron w Amerykaninie w Paryżu, Virginie Ledoyen – Audrey Hepburn w Sabrinie, Firmine Richard – nianię z Przeminęło z wiatrem, Fanny Ardant – Ritę Hayworth w Gildzie i Avę Gardner w Bosonogiej Contessie, kostium Emmanuelle Béart odwoływał się do stroju, jaki nosiła Jeanne Moreau w Dzienniku panny służącej. Zabawa w kino, zabawa z kinem, ale chyba coś więcej, o wiele więcej: zabawa w kobiecość. 

Robert Thomas nie był pisarzem pierwszoligowym. Jego sztuka 8 kobiet, po raz pierwszy zaadaptowana na potrzeby kina przez Víctora Merendę (w obsadzie między innymi Geneviève Kervine, Christine Carère, Elina Labourdette), pozostaje szczytowym osiągnięciem autora. Amerykański krytyk pisał przed laty: „8 kobiet sprawia wrażenie, jakby sfilmowano kryminał Agathy Christie stosując się ściśle do zasad zaczerpniętych z podręcznika: Jak szokować strasznych mieszczan”. Robert Thomas, zręczny autor komedii policyjnych, thrillerów i sztuk farsowych, wpadł przecież na jeden kapitalny pomysł. W jego sztuce bohaterki reprezentują określone archetypy rodem z teatru bulwarowego: mamy zatem drobnomieszczankę, singielkę, pensjonarkę, opiekunkę do dzieci. To jest jednak nieledwie matryca, którą można czy nawet trzeba wypełnić treścią. A jak dać życie archetypom? Po pierwsze trzeba je wyśmiać, po drugie wzbogacić. W adaptacji Adama Sajnuka ma miejsce i jedno, i drugie.

Pedro Almodóvar, bodaj największy znawca kobiecej natury w kinie artystycznym, zatytułował jeden ze swoich filmów Kwiat mego sekretu (1995). Kwiat mego sekretu. O tym właśnie jest 8 kobiet, o tym chcą nam w tym spektaklu opowiedzieć kobiety. O ich sekrecie, o kwiecie.

Na pierwszym planie mamy bowiem zagadkę, tajemnicę, ale owa tajemnica wpisana została w ironiczny bądź autoironiczny stop odwołań do wielu gatunków teatralnych i filmowych, gdzie melodramat spotyka się z kryminałem, a komedia z dramatem. I w tym wszystkim chodzi o kobiety. O ich sekret. Mniejsza o morderstwo, liczy się feeria płci.

Istotne jest to, że w sztuce nie ma ról męskich. Kobiety-aktorki przepisują schematy typowych zachowań kobiecych, podważając ich sens. Nie ma typowej kobiecości, podobnie jak nie ma typowej męskości. W 8 kobietach poruszające frazy o opuszczeniu czy zniewoleniu przyjmują formę groteski, zaś slapstickowe bez mała żarty stanowią integralną część wzruszającego szlagieru sprzed lat.

Każda postać w 8 kobietach jest jedną z ośmiu, jedną z wielu, jedną z milionów. Kobieta w 8 kobietach jest także częścią mechanizmu wpisującego kobiecość w określone role, funkcje, działania. Ten schemat znacząco mruga okiem do widza. Nie ma części wspólnej, są indywidualności. Część wspólna to właśnie przebranie, kostium, schematy w jakie wpisujemy nasze matki, żony, córki, kochanki. One to wiedzą i bawią się tym. W tym kontekście 8 kobiet w cudownej, lekkiej formule udowadnia, że kobiecość staje się formą przyjętego nazewnictwa, które ulatnia się w powietrzu niczym kamfora. Szminka, czepek, rajstopy, pasek, sweter, apaszka. Tak, wszystko się zgadza, ale także: logika, zaradność, spryt, wyrachowanie, czułość. Atrybuty kobiecości stają się ekwiwalentem wieloznaczności. I w tym  tkwi siła kobiet. I siła tego spektaklu.

Adam Sajnuk lubi i potrafi pracować z kobietami, niejeden raz udowodnił przecież, jak wspaniałe efekty uzyskuje w relacji z aktorkami. Tutaj ma aż osiem gwiazd, osiem indywidualności aktorskich. We wspaniale obsadzonym filmie Ozona punkt ciężkości przesunięty został z silnie obecnej w sztuce Thomasa intrygi kryminalnej na rzecz kwestii, nazwijmy je, zawirowań rodzinnych. François Ozon mówił przed premierą swojego filmu: „Kino jak cyrk. Zaangażowałem osiem wielkich aktorek, zostawiłem w jednym pokoju, jak osiem groźnych bestii gotowych pożreć się nawzajem”. Pytanie, kto jest morderczynią, zostało zastąpione przez szlagwort – kto wygra aktorskie harce? Pytanie nie jest bezpodstawne, ponieważ w sztuce Roberta Thomasa w zasadzie nie ma ról pierwszo- i drugoplanowych. Wszystkie są równe. Każda z ośmiu kobiet kryje własną tajemnicę, prywatną enigmę. Można traktować to dwojako. W filmie François Ozona najważniejsze były kulturowe odsyłacze. Wielkie artystki francuskiego kina odwoływały się do wielkich artystek kina światowego złotej ery Hollywood – epoki technikoloru. Podkreślały to kostiumy, gestyka, a nawet tembr głosu. Płeć, zagadka kobiecości stanowiły rodzaj komediowego kokonu, osnowy, teatralnej maski. Były przebraniem. Wewnątrz zaś buzowały emocje zgoła niefarsowe. Spryt, kłamstwa, przemoc, zbrodnia w afekcie, ale i liryzm, czułość, i nade wszystko poczucie humoru. Na tym również polega sekret kobiecości. Nie da się go zważyć, zmierzyć, ujednolicić. Wymyka się kontroli.

Konstrukcja spektaklu jest podobna. Dominuje niejednoznaczność. 8 kobiet w Och-Teatrze to, owszem, urocza czarna komedia z morałem, ale także dosyć mroczna przypowieść o pożądaniu, morderstwie, wreszcie o szantażu. Materia 8 kobiet to nieustanne balansowanie na krawędzi przerysowania i, co za tym idzie, samoistnie narzucające się pytania, czy w sztuce więcej jest elementów świadomie kiczowatych czy farsowych, dominuje burleska czy jednak weryzm? A w końcu, czy 8 kobiet to hymn na cześć kobiecości czy jednak jej ośmieszenie?

Ilu pytających, tyle odpowiedzi. Temat jest zresztą stary jak teatr, jak kino. Przyjrzyjmy się kilku wymownym filmowym tropom kobiecości w przypadku których, podobnie jak w 8 kobietach, znaczącą rolę odgrywały cyfry w tytule. W 8 i 1/2 kobiety Peter Greenaway nie miał litości dla kobiet (dla widza również nie), Sześć żon Henryka VIII Warisa Husseina – oto kobiety ofiary: Katarzyna Aragońska, Anna Boleyn, Jane Seymour, Katarzyna Howard, Anne Cleves, Katarzyna Parr, czyli żony jednego z najpotężniejszych władców szesnastowiecznego świata, Henryka VIII. Nie  miały lekko, z dwiema żonami się rozwiódł, dwie ściął, jedna umarła przy porodzie. Idźmy dalej. Siedem kobiet w różnym wieku Krzysztofa Kieślowskiego – raczej cienie niż blaski zawodu baletnicy; Trzy kobiety Roberta Altmana – arcydzielne dziecko filmowej psychoanalizy, z patronatem, a jakże, Czechowa; Pięć kobiet na tle morza Ikonowa – pod koniec wojny, w domu dla internowanych, pięć kobiet zmaga się z demonami niedawnej srogiej przeszłości; Trzy siostry Trupki Macieja Kowalewskiego – strach się bać; 100 dziewczyn i ja Michaela Davisa – strach oglądać; Cztery kobiety Adoora Gopalakrishnana – strach się śmiać. I tak dalej, i tym podobne. Długo można by ciągnąć podobną listę. Filmowa kobiecość, niezależnie od numeracji i cyferek, przez lata obarczona była bowiem schematem pokazywania kobiet w roli ofiar, modliszek, cierpiętnic, seksualnych kociaków lub sekutnic. To oczywiście uogólnienie, na pewno mocno niesprawiedliwe, a jednak kryje się w nim nieprzyjemna teza, iż kobiety w filmie, osobliwie polskim, przez lata sprowadzane były do roli męskiego ornamentu z całą gamą najbardziej schematycznych, przypisywanych  kulturowo ról.

Można to robić mechanicznie, bez subtelności, można jednak z wdziękiem i z poczuciem humoru, jak w 8 kobietach. Przywoływana przeze mnie wcześniej patronka tej sztuki, Agatha Christie, pisała: „Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie”. Śmiejmy się zatem, póki możemy. Śmiejmy się, bo co innego nam zostaje. Śmiejmy i przyglądajmy naszym wspaniałym aktorkom. Przed nami osiem wspaniałych kobiet. Chwilami z wodewilu, chwilami z kryminału, czasami z psychodramy. Kwiat ich sekretu.

 

Łukasz Maciejewski – krytyk teatralny i filmowy, wykładowca na Wydziale Aktorskim w Szkole Filmowej w Łodzi, laureat wielu nagród, członek Europejskiej Akademii Filmowej i Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych FIPRESCI. Autor trzech tomów z bestsellerowej serii wydawniczej Aktorki.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni