kup bilety online

Komunikat prasowy

HUMILIS

Szymon Spichalski, www.teatrdlawas.pl

"To, co zdarzyło się w pierwszych zdaniach opowiadania, przedstawiających poszukiwanie nazwiska, będzie powracało w toku całej narracji, w związku z poszukiwaniem utraconego nosa. Siły anarchiczne zaczaiły się za każdym zakrętem fabuły, dążąc do odciągnięcia toku narracji z utartej, biurokratycznej ścieżki, wąskiej, ale prostej, której ów tok usiłuje się trzymać, i wywiedzenia go na mroczne manowce” – tak pierwsze akapity Gogolowskiego opowiadania scharakteryzował słynny Amos Oz. W tym krótkim opisie zawiera się chyba istota wszystkich części z cyklu opowiadań petersburskich.

Bo to właśnie po wydanych w 1835 roku "Arabeskach” i kilku innych utworach Gogol osiągnął twórczą dojrzałość, która doprowadzi go później do "Martwych dusz” czy "Rewizora”. Opisywane w opowiadaniach "niezwykle dziwne wypadki” były pretekstem do łączenia groteski i społecznej krytyki XIX-wiecznej Rosji. Szynel Akakijewicza i nos majora Kowalewa można odczytać jako swoiste metonimie, obrazujące pewne właściwości człowieka. A jest jeszcze Petersburg – Newski Prospekt urasta do rangi miejsca kumulującego specyfikę ówczesnej stolicy, z jej rytmem dnia, pięknymi kobietami i porucznikami poszukującymi wielkiej miłości. Z jednej strony telegraficzna wręcz realistyczność, z drugiej niepokojący absurd – ta konstrukcja wyróżnia opowiadania petersburskie na tle całej twórczości Rosjanina.

Janusz Wiśniewski powraca do Gogola po ponad dwóch latach. W 2014 roku wystawił w gdańskim Wybrzeżu spektakl inspirowany "Martwymi duszami”. Historia Cziczikowa interesowała go nie tyle od strony społecznej, co egzystencjalnej. Podobnym tropem idzie w warszawskim "Nosie”, także pod względem kompozycji. Struktura opowiadania służy jedynie jako rama większego obrazu, którego faktury Wiśniewski zamalowuje własnymi farbami. Przedstawienie rozgrywa się w charakterystycznej dla tego reżysera scenografii (duże otwory drzwiowe, oświetlony podest rodem z rewii, krzesła). Po scenie przewijają się znane typy z pobielonymi twarzami, w kostiumach z epoki, posuwające się zamaszystymi lub pokracznymi krokami. Twórca "Końca Europy” rozrysowuje w końcu własne uniwersum.

Akcja rozgrywa się w Petersburgu – panie Zina i Skulska opowiadają słowami Adama Mickiewicza z "Ustępu” o mieście, które "budowały szatany”. O przeklętym miejscu, usłanym tysiącami ciał budujących je robotników, w którym duchowość ulega rozpadowi. Nieprzypadkowo major Kowalew występuje w kilku kopiach, z których każda stanowi niejako odrębną część jego osobowości. Udaje się też wyrazić anonimowość panującą w Mieście – nieprzypadkowo na początku aktorzy mijają się z okrzykami "podobny!”, "kto to jest!”. Zamiast nosów mają czarne plamki, przez co powstaje wrażenie, że nie mają tej części twarzy.

Zagadkowa metafora służy Wiśniewskiemu do skonstruowania opowieści o ludzkiej tęsknocie. Nos jest jedynie figurą retoryczną, w której pomieścić się mogą wszystkie możliwe ludzkie pragnienia – awansu społecznego, bogactwa, miłości, przywództwa, rewolucji. Dlatego utracony organ Kowalewa przybiera postać Bezprzykładnie Pięknego (Michał Barczak), oficera sunącego w korowodzie wraz z petersburskimi damami, królową Victorią oraz upiornym dorożkarzem. Efektowny pochód stanowi wyraz marzeń Kowalewa o uzyskaniu równie wysokiej społecznej pozycji. Tymczasem - "co to za człowiek bez nosa?!”.

Los jest jednak nieprzewidywalny niczym karciana partia, którą rozgrywają Najpiękniejsza Kobieta i Śliczna Panienka. Młode kobiety ubrane w samą bieliznę przyciągają Kowalewów, z którymi oddają się miłosnym igraszkom. Kokietowanie nie kończy się – jedna z nich mówi do czwórki adoratorów tekstem "O dziesiątej” Filipinek, głaszcząc ich zalotnie po twarzach. Major, niczym Mickiewiczowski Gustaw, przeżywa wielkie uczuciowe rozczarowanie. Słowami "Femme fatale” Bajora mówi o fraku, w którym chciała go widzieć niedawna ukochana. Ciekawa jest nitka, jaką Wiśniewski połączył ten fragment z Gogolem – wszak szynel też był dla kogoś wszystkim… Ale i na płeć piękną czyhają rozterki. Sczepione w tańcu panie łączą również "Ostinatio Determinare” i pytanie "Dokąd tak uciekam, od siebie, do siebie”. Co zatem pozostaje pewnego w życiu? "Narodziny, kopulacja, śmierć”, jak zgryźliwie stwierdzają uczestnicy schadzki.

Chociaż istnieją jeszcze kontrowersyjni idealiści. Znakomity Mirosław Kropielnicki zwraca się do Bezprzykładnie Pięknego słowami Wierchowieńskiego z "Biesów”. Monolog skierowany w oryginale do Stawrogina rysuje wizję doskonałego świata, w którym społeczeństwo samo będzie siebie kontrolowało. W prostej drodze doprowadzić ma to do powszechnego donosicielstwa, ale i rzekomej powszechnej równości. Nie będzie geniuszy, nie będzie też Boga. Wiśniewski przypomina o przestrodze Dostojewskiego, który przewidział okrucieństwo Związku Sowieckiego.

Nieprzypadkowo pojawia się zatem motyw marności. Zmęczenie widzialnym światem wyraża "Ogród Persefony” Swinburne’a, recytowany przez jednego z Kowalewów. O przemijaniu przypomina figura wspominanej królowej Victorii (Elżbieta Jarosik). Trzeba pamiętać, że do niedawna była najdłużej rządzącą władczynią Anglii – od jej koronacji aż do śmierci narodziły się trzy pokolenia. Victoria stanowiła dla nich punkt odniesienia, po prostu "będąc”. Ale i na nią nadszedł czas – Śmierć (o czym przypominał Naborowski), która nie oszczędza niczego i nikogo. I dlatego przedstawienie kończy się wielkim monologiem, na który składają się ustępy z Księgi Koheleta oraz "Psalmu bezsilności” Brandstaettera.

Ratunkiem jest odrzucenie materialności i wiara. Kowalew zwraca się do Pana: "Jesteś nieśmiertelny i wieczny / Ale równocześnie jesteś / Drobną kroplą deszczu / Padającą w miarowych odstępach czasu / Na mnie / Na kamień”. Świadomość przemijalności i postawa wobec niej jest miarą dojrzałości człowieka. "Marnością jest życzyć sobie długiego życia, a mało starać się o dobre życie” – pisał Tomasz a Kempis. Specyfika scenicznego języka Wiśniewskiego najlepiej ilustruje tę prawdę. Pomagają w tym świetne kreacje Wiesława Komasy, Kropielnickiego, Magdaleny Wróbel i Eweliny Szostkowej. Co ciekawe, malarskość twórcy "Końca Europy” wpasowuje się w Gogolowskiego ducha. Spektakle Wiśniewskiego przepełnione są przecież oniryzmem. A jak brzmi po rosyjsku odwrotność słowa "nos”? "Sen”. Gogol śmieje się do nas z zaświatów.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni