Recenzje

kup bilety online

Och! Upadłe anioły

Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska w głównych rolach. Krystyna Janda reżyserką spektaklu. Za kostiumy odpowiedzialny Tomasz Ossoliński. Po usłyszeniu tych kilku nazwisk nasz apetyt na obejrzenie wyśmienitej sztuki staje się ogromny. Czy jest na co ostrzyć zęby? I czy widownia teatru pełna po brzegi to zasługa tylko i wyłącznie znanych postaci?

Upadłe anioły to sztuka, na którą (co zdarza się rzadko) prawie wszystkie bilety są wyprzedane na długo przed spektaklem. Dlaczego? W tym miejscu mogłabym zakończyć pisanie i zostawić was ze zdaniem – bo jest świetna. Nie zrobię tego tylko po to, by przypomnieć sobie tę fantastyczna sztukę. Jestem pewna, że i tak nie muszę nikogo przekonywać. Spektakl broni się sam.

Dla osób, które nie bywają zbyt często w teatrze, wybór konkretnej sztuki często okazuje się trudną próbą. Co gorsza, jeśli widz zniechęci się po niezbyt ciekawym przedstawieniu, będzie mu ciężko wrócić. Każdemu (i tym bardziej doświadczonym i tym, którzy dopiero niedawno przekonali się o wyższości sceny nad ekranem) polecam zawsze dwa teatry – Polonię oraz Och–Teatr. Oba trzymają niesamowicie wysoki poziom i nie pozwalają nudzić się widzom. O sztuce w tym drugim postanowiłam napisać na długo po premierze, gdyż nie dość, że cieszy się wielką popularnością, to dodatkowo nie znam osoby, która nie byłaby zadowolona po wyjściu z teatru. Chociaż nienawidzę stwierdzenia „dla wszystkich”, to fakt, sztuka jest na tyle uniwersalna, że dobrze bawić będą się na niej wszyscy – starsi, młodsi, kobiety i mężczyźni.

Noël Coward w 1925 roku napisał wyśmienitą komedię, która do tej pory bawi widzów. W ciągu 90 lat doczekała się wielu inscenizacji w teatrach na całym świecie a jej tematyka nie uległa przedawnieniu. Upadłe anioły to opowieść o Julii i Jane dwóch przyjaciółkach, które toczą od pięciu lat spokojne, pozbawione problemów życie przy boku swoich statecznych mężów. Niespodziewanie w Londynie ma pojawić się mężczyzna, który niegdyś był kochankiem obu przyjaciółek. Kobiety w wielkim podnieceniu czekają na przyjazd Francuza, z którym jedna z nich spędziła romantyczne chwile w Pizie, druga na Capri. Odżywają dawne wspomnienia, sercami pań włada namiętność, a przyjaźń… zostaje wystawiona na wielką próbę.

Komedia nie byłaby taka sama bez dwóch świetnych aktorek. Magdalena Cielecka (Julia) pokazała ogromny dystans, poczucie humoru i przede wszystkim wspaniały warsztat aktorski. Nieco wyrachowana postać, dla której małżeńska zdrada nie byłaby niczym podłym czy bezdusznym, różniła się od Jane. Maja Ostaszewska perfekcyjnie zagrała rozchwianie swojej postaci, doprawiła sylwetkę Jane strachem zmieszanym z wielką chęcią popełnienia jakże kuszącego błędu. I choć obie aktorki wypadły na scenie znakomicie, to muszę przyznać, że Magdalena Cielecka grająca całą sobą, mająca dopracowany każdy najmniejszy ruch, nawet skręt nadgarstka i czująca tę postać, a raczej będąca nią, a nie sobą przez 170 minut spektaklu, przekonała mnie bardziej. Obu postaci nie da się odbierać negatywnie. Dzięki pewnym przerysowaniom wad czy zalet widz zbliża się do tych kruchych i wodzonych na pokuszenie istot. W końcu kto jest niezłomny? Nie można nie wspomnieć o Saunders (Marta Chyczewska). Przemądrzała pokojówka, której liczba zawodów z pewnością przekraczała liczbę przeżytych wiosen, przemykała po scenie i niejednokrotnie przeszkadzała przyjaciółkom przeżywającym ekstazę na myśl o boskim Francuzie. Znakomicie zagrała drugoplanową rolę – drażniła perfekcyjnością i obnażała prostolinijność dystyngowanych dam tak wspaniale, że zostając w tle, wychodziła przed szereg. Również mężowie pań (Tomasz Drabek i Wojciech Kalarus), choć na scenie nie zabawili zbyt długo, to wnieśli napięcie. Kiedy Julia i Jane miały wątpliwości czy spotkać się z Mauricem lub były ich zupełnie pozbawione (co niewątpliwie dodawało pikanterii całej sytuacji), publiczność zastanawiała się, co by było gdyby do domu wrócili panowie?

Nie byłabym sobą nie wspominając o kostiumach – Tomasz Ossoliński jest prawdziwym mistrzem! Lata 20. i 30. biły ze sceny dzięki jego projektom. Długi, elegancki szlafrok zdobiony kamieniami pięknie opinał ciało Cieleckiej i choć sięgał kostek, to aktorka wyglądała bardzo ponętnie. Było to tylko preludium przed sukniami wieczorowymi. Czarna błyszcząca suknia i futrzana etola przeniosły widzów w klimat minionych lat, tak samo jak granatowa mieniąca się kreacja Ostaszewskiej, którą aktorka co jakiś czas poprawiała. Podczas sceny oczekiwania na dawnego kochanka Julia i Jane nieco nadużyły alkoholu, a ich harce były tak energiczne, że ramiączko wieczorowej kreacji frywolnie opadało…

Czy aktorki o mniejszym stażu i nieco bledszym talencie udźwignęłyby te role i tak wspaniale bawiły publiczność? Nie sądzę. Nie zdradzę też zakończenia zabawnej historii, bo warto świetnie pobawić się podczas przedstawienia w Och-Teatrze. Zapraszam!

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
prawny
teatrów

PARTNER
OCH-TEATRU

WYPOSAŻENIE TEATRÓW
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ

PATRONI MEDIALNI

Z OSTATNIEJ CHWILI !
X