Recenzje

kup bilety online

Mnie bardzo nudzi równy szyk…

PRL w skrócie to stempelki, kartki na mięso, bilety, zaświadczenie z miejsca pracy, szminka na zębach, otulający dym z papierosa i herbata, a ponad tym wszystkim Pałac Kultury i Nauki. Monodram Krystyny Jandy to próba odpowiedzi na pytanie, ile absurdu jest w życiu, a ile życia w absurdzie?

Widownia Opery Krakowskiej wypełniona jest po brzegi, publiczność z niecierpliwością czeka na przedstawienie. Na scenie ustawione są tylko obrotowe krzesło i makieta Pałacu Kultury i Nauki z wielkim napisem PZPR. Za chwilę wejdzie drobna blondynka ubrana w czarną bluzkę, obcisłą spódnicę i szpilki – Krystyna Janda. Kiedy zaczyna śpiewać, z każdym jej słowem słuchacz coraz bardziej oddala się od codzienności, wchodząc w bogate życiowe doświadczenia Elżbiety, głównej bohaterki tego muzycznego monodramu . 

Niecodziennym przeżyciem można nazwać spotkanie tego wieczoru z Krystyną Jandą. Czymś z pogranicza rzeczywistości i fikcji. Cofnięciem w przeszłość. Być może dla młodych ludzi była to niewiele znacząca opowieść o czasach PRL-u, kartkach na żywność, opozycji (wszystko to znają jedynie ze słyszenia), ale dla starszej części widowni była to historia o nich samych i ich życiu, do którego ponownie powrócili i bez reszty zatracili się we wspomnieniach. Janda, jak zwykle w świetnej formie aktorskiej, dała z siebie tyle prawdy, wzruszeń, a także szaleństwa, że trudno było nie wierzyć w jej słowa.

Spektakl po raz pierwszy został wystawiony przed dwudziestu laty. Zastanawiające jest, czym ten obecny  może się różnić od tamtego. Dziś doświadczona już aktorka przedstawia świat z innej perspektywy. Siedząc na obrotowym krześle po środku sceny, jedynie z papierosem w dłoni, z dystansem spogląda na czasy PRL-u. Oczywiście nie zabrakło charakterystycznych dla Jandy ironicznych wypowiedzi, gwałtownych gestów i ogromnych emocji. Dodatkowe wrażenie wywarły odtwarzane materiały archiwalne, przedstawiające opozycjonistów oraz najważniejsze wydarzenia tamtego okresu. Zainteresowanie widowni wzbudziła również epistolarna konwencja spektaklu. Jest to rozpisana na dwa głosy, pozbawiona patosu i górnolotnych deklaracji, wymiana korespondencji pomiędzy dwoma siostrami: porządną i pedantyczną Krystyną oraz szaloną półwariatką Elą, która „ze słońcem we włosach” przemierza ulice Warszawy i kręte ścieżki własnego życia. Ponadto najpiękniejsze i poruszające piosenki Agnieszki Osieckiej sprawiły, że widz przynajmniej przez chwilę mógł poczuć atmosferę lat 80. w Polsce. Muzyka na żywo, doskonałe interpretacje piosenek Osieckiej oraz zmieniające się, wędrujące za aktorką światło, które sprawiło, że cała uwaga była skupiona właśnie na niej. Każdy, nawet najmniejszy gest był tu znaczący i dopracowany. Za sprawą wyświetlanych obrazów można było przenieść się w różne konteksty historyczne.

Biała Bluzka jest interesującą opowieścią również ze względu na analizę psychologiczną bohaterki. Elżbieta jest doświadczoną, nieszczęśliwą kobietą, oddaną przez matkę do domu dziecka. Jej życie składa się z pasma porażek. Szaleńcza, nieszczęśliwa miłość do opozycjonisty Andrzeja, która nie ma szans na realizacje, praca jako opiekunka, pojenie dziecka alkoholem, uzależnienie od nałogu, ucieczka do Łodzi – te wszystkie momenty składają się na życie głównej bohaterki. Nieszczęśliwie zakochana kobieta potrzebuje ciepła i bliskości („Czasami chce się do człowieka, ja chciałam” – śpiewa Elżbieta). Dlatego prosi siostrę, by się na nią nie obrażała, bo nie będzie miała nikogo, z kim może porozmawiać, posprzeczać się, skonfrontować swoje poglądy. Przyznaje, że czasami, gdy czuje się samotna, wybiera się na spacery do Pałacu Kultury, bo tam przynajmniej może się przytulić do grubej strażniczki w windzie.

Ta historia to lekcja miłości i życia. Poszukiwania i manifestowania własnej tożsamości, wiary w to, że świat musi nas zaakceptować. Kim są ludzie, którym chcemy się przypodobać i dlaczego zgadzamy się na życie w takim świecie? Między innymi na te pytania odpowiada Biała Bluzka. To złożona z krótkich, przeplatanych utworami muzycznymi monologów, historia samotnej kobiety, która za wszelką cenę buntuje się wobec otaczającego świata i jak sama przyznaje, nie chce być ograniczana. Podkreśla swój indywidualizm, manifestuje własny sposób na życie: „Mnie bardzo nudzi równy szyk!”.

Przez cały czas prowadzi korespondencję ze swoją siostrą Krystyną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w pewnym momencie tajemnicza siostra przyznaje w jednym z listów, że nie istnieje. Interesująca jest zbieżność imienia siostry i aktorki. Czy bohaterka faktycznie rozmawia z siostrą czy z wewnętrznym głosem, swoim alter ego? Monolog Jandy to mieszanka szaleństwa i tragedii. Rymowanki, prowokujące gwałtowne wybuchy śmiechu, przeplatają się z dramatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. Janda buduje efekt swoistego rozdwojenia jaźni głównej bohaterki. 

Biała Bluzka to jedna z najbardziej wzruszających opowieści kobiety i o kobiecie. To historia, która pozostawia wiele znaków zapytania i niedomówień. Tylko dlaczego aktorka była tego wieczoru w czarnej bluzce? Czym dla Elżbiety była biała bluzka, jakie miała znaczenie? I czy Krystyna naprawdę istnieje? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w przedstawieniu.

 

 

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
prawny
teatrów

PARTNER
OCH-TEATRU

WYPOSAŻENIE TEATRÓW
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ

PATRONI MEDIALNI

Z OSTATNIEJ CHWILI !
X