kup bilety online

Komunikat prasowy

Śmiech, zaskakujące niespodzianki i gwałtowne zwroty akcji, czyli farsa nad farsami

Karykaturalne, zazwyczaj stereotypowe postaci, pełne słabostek i ludzkich wad, do tego wypełniona błyskotliwymi dialogami dynamiczna akcja, momentami przewidywalna, ale nieustannie wywołująca śmiech na widowni - taka jest druga część popularnego spektaklu "Mayday", wystawianego w Och-Teatrze od kilku lat. Klasyczna farsa autorstwa Raya Cooneya, angielskiego dramatopisarza i aktora, już dawno podbiła serca widzów na całym świecie. Znakomicie napisana, obfitująca w niewiarygodne wydarzenia, szalone triki, doprawiona nieco absurdalnym humorem sytuacyjnym, za każdym razem śmieszy i bawi. Nic dziwnego, że Ray Cooney kontynuował przygody londyńskiego taksówkarza Johna Leonarda Smitha i pozwolił mu powrócić w sequelu, równie precyzyjnie skonstruowanym jak pierwsza część. W "Mayday 2" niesamowite zbiegi okoliczności oraz kontrolowany przez autora, celowy chaos kręcą się niczym karuzela, prowadząc do zaskakującego rozwiązania.

Londyński taksówkarz John Smith, przez osiemnaście lat niemal bezproblemowo radził sobie z nietypową i wykraczającą poza normę sytuacją rodzinną, odgrywając rolę przykładnego męża dwóch żon: Barbary oraz Mary. Jego napięty harmonogram i spora doza sprytu pozwalały mu utrzymać bigamię w tajemnicy. Niestety, szczęście wydaje się zagrożone, gdy Vicki i Gavin, dwoje londyńskich nastolatków mieszkających w różnych dzielnicach poznaje się w internecie i dowiaduje, że oboje mają ojca taksówkarza o imieniu i nazwisku John Leonard Smith. Zaskoczeni nietypowym zbiegiem okoliczności umawiają się na herbatkę i spotkanie w domu Vicki, a poinformowany o tym ojciec obojga młodych ludzi próbuje ratować samego siebie oraz zagrożony domowy spokój Barbary i Mary. Aby uchronić życie obu rodzin przed katastrofą, prosi o pomoc swego przyjaciela Stanleya. Wujek Stanley od samego początku wie o występkach Johnego, zna wszystkie sztuczki i kłamstwa, ale dla dobra dzieci i żon wspiera go dzielnie w karkołomnych wysiłkach i ułatwia utrzymanie całej sytuacji w tajemnicy. Bohaterowie próbują wybrnąć z kompromitujących sytuacji, choć komplikacje piętrzą się nieustannie, a pomyślne zakończenie stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Znakomicie skonstruowana przez Raya Cooneya całość pozwala na szalony, lecz płynny bieg zdarzeń bez jednego potknięcia. Autor nie szczędzi widzom dowcipnych, błyskotliwych dialogów, a także zaskakujących niespodzianek i gwałtownych zwrotów akcji. Napięcie rośnie, tempo jest szalone, jednak precyzja i dyscyplina zostają zachowane. Wszystko dzięki wprawnej ręce pani reżyser Krystyny Jandy, która wybrała dobrze napisany tekst, z nietuzinkową gromadką komediowych charakterów, trochę groteskowych i absurdalnych, jednak na scenie sprawdzających się znakomicie. Lekkie w odbiorze przedstawienie zostało starannie dopracowane i przemyślane, podobnie jak warsztat aktorski. Mimo niepoprawnych politycznie dowcipów - o niepełnosprawności, starości, nagłej śmierci, homoseksualistach, nikt nie czuje się zraniony. Humor pozwala zachować wdzięk, gust i smak. W Och-Teatrze, z nietypową konstrukcją widowni i sceny, ważna jest też scenografia. Sprytnie zaprojektowana, umożliwia jednoczesne prowadzenie akcji w obu domach i grę "na dwie strony" w tym samym czasie. Oczywiście wymaga to zwiększonego wysiłku ze strony aktorów, ale wszyscy radzą sobie z tym utrudnieniem znakomicie. W spektaklu nie brak typowych dla farsy elementów: trzaskania, bieganiny, miotaniny pomiędzy telefonem, filiżankami z herbatą, drzwiami wyjściowymi, prowadzącymi do kuchni czy sypialni. Prawdziwy popis komediowych technik prezentuje bezkonkurencyjny duet - Rafał Rutkowski i Artur Barciś, jako pan Smith i jego przyjaciel Stanley. Prześmieszne gagi w ich wykonaniu wywołują nieustanny śmiech wśród publiczności i udowadniają, że "jeśli coś może pójść źle, to pójdzie!". Rutkowski i Barciś bardzo naturalnie dopasowują swą grę do rozwoju wydarzeń i dzielnie stawiają czoła prawdzie. Choć tempo jest zabójcze, nie pokazują po sobie zmęczenia. Energia aktorów potrzebna do jego utrzymania musi być ogromna, jednak widz nie powinien tego odczuć. Ich błyskawiczne reakcje, przećwiczona do perfekcji spontaniczność nie słabną ani na chwilę. Choć rolę ma niewielką, na wielkie brawa zasługuje również Jerzy Łapiński (tata Stanleya). Doświadczony aktor z powodzeniem i wyczuciem prezentuje przerysowaną sylwetkę swego bohatera, zdziecinniałego, rozbrajającego staruszka z zaskakującą ikrą, która daje znać o sobie w najmniej spodziewanym momencie. Monika Fronczek jako Mary, nieco egzaltowana pierwsza żona Johna, doskonale radzi sobie we wspomnianym męskim towarzystwie. Podobnie Małgorzata Klara, wcielająca się w postać Barbary. Obie aktorki konsekwentnie budują emocjonalny portret żon głównego bohatera, bardzo kobiecych i nie pozbawionych seksownego wdzięku, doprawionego pozornie niewinnym sprytem. Galerię nietuzinkowych, choć typowych dla farsy charakterów dopełniają młodzi Smithowie. Olga Sarzyńska w roli Vicki i Adam Serowaniec jako Gavin grają na najwyższych obrotach, wnosząc sporo świeżości i spontaniczności do zawirowanego tempa i akcji.

Krystyna Janda nie zaniedbuje niczego, co mogłoby podkreślić pomysłowość oryginalnego tekstu, a precyzyjna reżyseria wydobywa z tekstu wszelkie niuanse i smaczki. Oczywiście w sztuce nie znajdziemy ukrytych znaczeń czy odkrywczego przesłania - przysługuje jej przecież lekkość farsy, a autor słusznie hołduje zasadzie, że co znane i sprawdzone, umieszczone w nowej, nietypowej sytuacji sprawdza się i śmieszy ponownie. Dlatego doceniając kunszt aktorów, błyskotliwość oraz energię dialogów, warto odprężyć się i pozwolić sobie na pyszną zabawę, wbrew wykrzywionej twarzy szarej codzienności.

Źródło: https://teatrdlawszystkich.eu/smiech-zaskakujace-niespodzianki-i-gwaltowne-zwroty-akcji-czyli-farsa-nad-farsami/

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni