kup bilety online

Komunikat prasowy

NIEWINNE PRZEBIERANKI, CZYLI PANOWIE NA SZPILKACH

Anna Czajkowska, http://www.teatrdlawas.pl

W repertuarze stołecznego Och-Teatru pojawił się niedawno spektakl „Casa Valentina” Harveya Fiersteina, amerykańskiego aktora, dramaturga, autora libretta granego z powodzeniem w Teatrze Dramatycznym musicalu „Kinky Boots” (z brawurową rolą Krzysztofa Szczepaniaka). Przedstawienie reżyseruje Maciej Kowalewski, autor głośnej sztuki „Miss Hiv”, kontrowersyjnej, odważnej, smutnej i jednocześnie zabawnej. Inspiracją do napisania wspomnianego dramatu stały się autentyczne wydarzenia – doroczne wybory Miss HIV/AIDS Stigma Free. Podobnie było w przypadku wystawianej obecnie adaptacji sztuki Harveya Fiersteina, jednego z najaktywniejszych działaczy ruchu gejowskiego w USA, walczącego o prawa mniejszości i środowisk osób transgenderycznych. „Casa Valentina” opowiada o prawdziwym, dość nietypowym ośrodku wypoczynkowym w górach Catskills, na południowym-wschodzie USA, gdzie we wczesnych latach 60-tych właściciele, Susanna Valenti i jego żona Marie, stworzyli rodzaj raju dla transwestytów, heteroseksualnych mężczyzn przebierających się za kobiety.

Bohaterowie spektaklu, małżeństwo Rita i George, prowadzą niewielki pensjonat na kompletnym, górskim odludziu. To urokliwe miejsce stało się przystanią dla transwestytów, a dzięki właścicielom wszyscy goście czują się w tym małym raju bezpiecznie i mogą być naprawdę sobą, bez skrępowania objawiając swoje damskie „drugie ja”. Jest lato 1962 roku. Do Casa Valentina przyjeżdżają szanowani mężczyźni, którzy, korzystając z dyskrecji i przyjacielskiej atmosfery, pragną bawić się, wypróbować nowe kobiece stroje i makijaże. Jednak po okolicy rozchodzą się plotki, że w Casa Valentina mają miejsce niemoralne, perwersyjne igraszki, spotykają się geje (w tamtych czasach homoseksualizm i „przebieranki” były nielegalne). Ktoś składa doniesienie na policji, w ręce stróżów porządku trafiają jednoznaczne zdjęcia. Jedyną szansą, żeby ocalić pensjonat, jest wyjście z cienia, ujawnienie się i stworzenie oficjalnej organizacji. Czy wszyscy tego pragną i są na to gotowi? Twórcy warszawskiej adaptacji wraz z autorem tekstu stawiają tu ważne pytanie - czy wyjście z cienia i wolność ekspresji okażą się warte poświęcenia dotychczasowego życia bohaterów – pracy, rodziny, pozycji?

Początkowo spektakl wydaje się być kolejną, wielce zabawną i smakowicie zagraną farsą. Na scenie prezentują się uwielbiani przez publiczność aktorzy: Witold Dębicki, Piotr Machalica, Cezary Żak, Mirosław Kropielnicki, Piotr Borowski i Maciej Kosmala - w damskich ciuszkach, perukach i w pełnym, kobiecym makijażu. W sukienkach według projektu Doroty Roqueplo bawią swym urokiem każdego. Znani z ról pełnych męskiego wdzięku, znakomicie wypadają również na obcasach. I nawet się nie zachwieją! Co więcej – tańczą, wprawiając w uwodzicielski ruch swe sukienki w stylu lat 50-tych. Wystarczy jeden gest, kilka kroków w butach na szpilce, trzepot sztucznych rzęs, a publiczność śmieje się do łez. Bohaterowie sztuki, seksowni niczym pin-up girls, uwielbiają czerwone szminki, podkreślone brwi i wspólne zdjęcia. Kiedy Cezary Żak, Piotr Borowski i Rafał Mohr, w swych najlepszych kreacjach (damskich rzecz jasna), śpiewają piosenkę „Lollipop”, ich czar i słodycz podbijają serca widowni. Nieco infantylna stylizacja, ale cóż z tego?

Jednak zabawa w przebieranki okazuje się tylko jednym z elementów spektaklu, bowiem komediowy charakter, z nieco schematycznym przedstawieniem postaci, błyskotliwymi dialogami, lekkim przebiegiem akcji pomału przeradza się w dramat. Humor ustępuje poważnym pytaniom – o prawdziwą potrzebę bycia sobą, tolerancję i jej granice, społeczne normy oraz stereotypy, ale też „ustalony porządek rzeczy”, który czasem chroni nas i naszych bliskich, zapewniając wszystkim spokojny sen. Przybywający do Casa Valentina panowie na co dzień żyją zwyczajnym życiem, mają wymagającą pracę, ustaloną pozycję, rodziny, dzieci. Witold Dębicki gra sędziego, ważną postać, autorytet; bohater Piotra Machalicy jest emerytowanym adwokatem, Maciej Kosmala wciela się w nauczyciela, a Rafał Mohr, w spektaklu Georg/Valentina, jest właścicielem pensjonatu. To on, wraz z żona Ritą, starszą od męża o dziesięć lat, stworzył przysłowiowy Eden dla transwestytów, którzy szybko stają się gronem wiernych przyjaciół. Ale czy na pewno? Czy akceptacja i ciepło są bezwarunkowe?

Casa Valentina to dla przybywających tam gości prawdziwy raj, gdzie odnajdują poczucie bezpieczeństwa i nikt ich nie wyśmiewa. Maciej Kosmala, który gra Johna, bardzo dobrze oddaje uczucia nowicjusza, skromnego, młodego, żonatego mężczyzny, w dzieciństwie karanego przez ojca za upodobanie do dziewczęcych sukienek. Dopiero w pensjonacie, gdzie pozostali panowie go akceptują, otwiera się, może szczerze porozmawiać o swoich pragnieniach, przywołać wspomnienia i cieszyć się… koronkową halką oraz obcisłym bikini. To przecież nic złego. Każdy z bohaterów jest inny. Cezary Żak, który w uroczym szlafroczku przedstawia się jako Bessie, wszystko umie obrócić w żart. Wojskowy w życiu zawodowym, tutaj, w pensjonacie Casa Valentina, czuje się jak w prawdziwym domu. Pełen empatii jest dla każdego niczym dobra ciocia – pocieszy, zrozumie, a przede wszystkim rozweseli. Cytuje Oskara Wilda, sypie dowcipami i trafnie acz z humorem podsumowuje bądź rozładowuje trudne sytuacje. Mirosław Kropielnicki, jako Charlotte, nie ma w sobie tyle łagodności. Jego kobiece wcielenie jest ostre, a bohater wie, czego chce i dąży do celu bez wahania – wydaje magazyn dla transseksualistów, wciąż musi zmagać się z policją, dlatego pragnie oficjalnego, zalegalizowanego stowarzyszenia. I zdecydowanie odcina się od homoseksualistów, wręcz wyraża niechęć wobec tej grupy. Ale spotyka się z oporem pozostałych panów. Równie silny, choć i przewrotny jest sędzia - w wersji kobiecej Amy. Jak się okaże, skrywa on pewną tajemnicę, którą poznała jedynie Charlotte. Trudno tę postać polubić, choć muszę przyznać, że Witold Dębicki w garsonce wygląda znakomicie. Piotr Machalica wciela się w postać najstarszego z panów, weterankę Teresę. Uszczypliwą, ale wielce sympatyczną. To właśnie on najdobitniej broni prawa do wolności i tolerancji oraz akceptacji odmienności. Z kolei Gloria, grana przez Piotra Borowskiego, jest męska i kobieca jednocześnie. Trudno jej nie podziwiać za wdzięk, z jakim nosi czerwone lakierki i duże, kolorowe korale. I wreszcie George, przystojny pan w garniturze, pomysłodawca i twórca pensjonatu dla transwestytów, czaruje dziewczęcym urokiem jako Valentina. Rozdarty w poszukiwaniu własnej tożsamości, najlepiej czuje się właśnie w skórze Valentiny, swej idealnej, najbliższej sercu powiernicy. Ale czy to nie zaszkodzi jego małżeństwu z niezwykle tolerancyjną Ritą? Rita, przez gości pensjonatu określana jako idealna gospodyni i żona, w pełni akceptująca męską i kobiecą stronę osobowości ukochanego, jest najtragiczniejszą postacią dramatu. Maria Seweryn doskonale oddaje jej pozytywne nastawienie do męskich zabaw w przebieranki (sama dostarcza im peruki, czesze, maluje), ale też rozterki i pozorny spokój swojej bohaterki. W pewnym momencie Rita nie wytrzymuje, coś w niej pęka. Musi teraz zawalczyć o siebie i o własne szczęście. Jaka jest cena wyrzeczeń i granice walki o tożsamość? Czy warto rezygnować z pragnień i marzeń, z miłości do bliskich?

Muszę przyznać, że sam tekst nie jest może dziełem wybitnym, jednak sprawna, wręcz brawurowa gra aktorów czyni całość przedstawienia wielce interesującym. Jeśli dodamy do tego intrygujące, niełatwe pytania, stanowiące okazję do refleksji nad szacunkiem wobec drugiego człowieka, schematami społecznymi i uczuciami wobec rodziny, przyjaciół, to możemy mówić o udanym, efektownym przedstawieniu, dla którego warto udać się do warszawskiego Och-Teatru.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni