kup bilety online

Komunikat prasowy

SŁODKO-GORZKA GRANICA

Iga Herłazińska, www.teatrdlawas.pl

Współczesna Rosja – świat upadku moralnego i absurdu. W tym świecie próbuje po swojemu zadomowić się Wala, dwudziestokilkuletni chłopak, który po studiach decyduje się podjąć zaskakującą pracę – udawać podczas policyjnych oględzin ofiary zbrodni. Nie robi tego dla pieniędzy ani z braku perspektyw, ale – do czego sam się przyznaje – ze strachu przed śmiercią i jej nieuchronnością. To jego sposób na obłaskawienie lęku, który staje się obezwładniający w momencie, gdy z zaświatów słyszy głos swojego zmarłego ojca. Początkowo cała historia wydaje się zabawna, nie brak w niej komizmu sytuacyjnego, postacie są przerysowane, zdradzają szereg wad i śmieszności. Jednak dość szybko salwy śmiechu ustępują miejsca wymownej ciszy, która pozostawia widza z konkluzją, że granica pomiędzy farsą a tragedią, śmiechem a łzami, byciem ofiarą a oprawcą jest cienka i można ją – świadomie lub też nie – bardzo łatwo przekroczyć.

„Udając ofiarę” to przede wszystkim spektakl wpisujący się idealnie we współczesne realia, niosący uniwersalne treści. Bracia Presniakow stworzyli tekst, który obnaża wszystkie ludzkie słabości i poprzez wyśmianie ich doprowadza do melancholijnej refleksji na temat człowieczeństwa i moralności. W ich sztuce brak prawdziwej miłości. Wszystkie relacje są kruche i interesowne, nie ma w nich szczerych uczuć – troski, przyjaźni, czułości. Matka Wali (Elżbieta Jarosik) bez skrupułów wiążę się po śmierci męża z jego bratem (Sylwester Maciejewski), Oleńka (Elżbieta Romanowska) żąda od Wali ślubu, bojąc się, że w wieku trzydziestu trzech lat zmuszona będzie szukać sobie na nowo chłopaka, kapitan (Mirosław Kropielnicki) bez skrupułów romansuje z milicjantką (Agata Sasinowska), choć ma własną rodzinę. Wartością nie jest także prawda – rekonstrukcje zbrodni przypominają bardziej tragikomiczne przedstawienia, których głównym celem jest jak najszybsze postawienie tezy, nie zaś odkrycie, kto i dlaczego zdecydował się popełnić przestępstwo. To świat brutalny, rządzący się swoimi prawami i wymagający przystosowania się do nich. Świat, w którym prym wiedzie bylejakość i obojętność, w którym brak miejsca na heroiczne czyny i wielkie marzenia. Świat, z jakim przychodzi nam się mierzyć każdego dnia.

Krystynie Jandzie udało się odnaleźć złoty środek i stworzyć odpowiedni balans pomiędzy śmiechem a łzami wzruszenia. Fenomen spektaklu leży w jego słodko-gorzkim wydźwięku, wywołującym uśmiech na twarzy, ale jednocześnie zmuszającym do chwili zadumy nad konsekwencjami podjętych przez siebie decyzji. Do zadania sobie pytania, kim w dzisiejszych czasach jest człowiek i jakimi kieruje się w życiu wartościami. To także próba skonfrontowania własnych lęków z brutalną rzeczywistością i wszechobecnym chaosem, uniemożliwiającym jednoznaczne zdefiniowania dobra i zła. Każdy z nas jest w pewnym stopniu Walą – ofiarą własnej przeszłości, lęków, uczuć (lub ich braku), systemu, historii. Przed każdym z nas stoją wybory, które będą rzutować nie tylko na naszą przyszłość, lecz także na przyszłość otaczających nas ludzi. Krystyna Janda pozostawia widza z pytaniem o prawdziwe źródło ludzkich lęków i obaw. Prowadzi go za rękę przez świat zabawny i groteskowy, nie pozwalając zapomnieć, że każdy wybuch śmiechu podszyty jest gorzką melancholią. Dynamika spektaklu trafnie oddaje opisaną w tekście rzeczywistość współczesnej Rosji (będącej metaforą wszystkich państw). Przez cały czas trwania widowiska bohaterowie balansują na granicy śmieszności i smutku, ich życie przypomina nieustającą szamotaninę spowodowaną zachwianą moralnością.

Bez wątpienia mocnym punktem spektaklu jest obsada aktorska. Wala w wykonaniu Adama Serowańca zaciekawia złożonością charakteru. Z jednej strony to chłopak infantylny, kpiący z życia i wszystkich wokół, z drugiej strony – szukający potwierdzenia, że życie ma sens, dostrzegający więcej niż inni, uciekający przed otaczającą go zewsząd bylejakością. Serowaniec obdarował bohatera swoistym wdziękiem i wrażliwością, co spotęgowało zaskoczenie spowodowane ostateczną decyzją Wali. Jednocześnie na całą sytuację rzucone zostało nowe światło, a w głowie zadźwięczała smutna myśl, że w świecie brak miejsca dla ludzi wrażliwych i poszukujących. Takich, którym z trudem przychodzi odnalezienie się w świecie pełnym zła i nienawiści. Do takich ludzi należy także pracownica restauracji, w którą wciela się Izabela Dąbrowska. To właśnie ta postać wzbudza najwięcej sympatii i wywołuje najgłośniejszy śmiech. Jest to jednak śmiech słodko-gorzki. Kelnerka zmuszona jest odgrywać przed klientami rolę – codziennie udaje Japonkę, wykonuje zabawne scenki artystyczne po to, żeby namówić przybyłych gości do zamówienia jedzenia, które – jak sama przyznaje – wcale nie jest tak świeże, jak twierdzi karta dań. Bohaterka w wykonaniu Dąbrowskiej zyskuje przychylność i uświadamia, jak często nie wszystko jest dokładnie takie, na jakie wygląda. W kontekście aktorskim nie sposób także nie wspomnieć o Mirosławie Kropielnickim, cholerycznym kapitanie przeprowadzającym policyjne oględziny. To dzięki niemu akcja nie traci tempa, sposób poruszania się aktora po scenie i gestykulacja są na tyle przemyślane, że słowo staje się tylko dodatkiem do komicznych sytuacji. Ale również jego bohaterowi nie brak wywołujących wzruszenia przemyśleń. Dokąd zmierza świat? Czego ludzie chcą od życia i jak chcą żyć, skoro z zimną krwią mordują własną żonę, strzelają w tył głowy do dawnego kolegi z ławki?

Najważniejszy jest koniec. Koniec, który na szczęście nadchodzi. Który jest klamrą wszystkich wydarzeń, puentą, odpowiedzią i pytaniem jednocześnie. Któremu brak już słodyczy. Pozostaje tylko gorzka prawda.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2019 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni