kup bilety online

Komunikat prasowy

DRUGA CZĘŚĆ PERYPETII NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANEGO TAKSÓWKARZA WSZECHCZASÓW

Edyta Werpachowska, www.teatrdlawas.pl

„Mayday” Raya Cooneya w ciągu ostatnich lat okrzyknięto jedną z najpopularniejszych komedii na świecie. Nie inaczej stało się w Och-Teatrze – warszawska realizacja, w reżyserii Krystyny Jandy, od miesięcy jest frekwencyjnym hitem. Być może dlatego artystka zdecydowała się na powtórkę z rozrywki: druga część spektaklu, z niemal tą samą obsadą, wystawiana jest regularnie na deskach teatru przy Grójeckiej.

Akcja sztuki toczy się dwadzieścia lat później niż część pierwsza. Pastelowo-cukierkową scenografię zastąpiła stylistyka lat 80-tych, a zamiast hitów zespołu The Beatles usłyszeć można muzykę Boney M. O dobry humor widzów dbają ci sami bohaterowie, tyle, że o 20 lat starsi. Znany z pierwszej części taksówkarz John (i tym razem grany przez Rafała Rutkowskiego) nadal lawiruje pomiędzy dwoma domami i dwiema kobietami swojego życia – Mary (Maria Seweryn) i Barbarą (Monika Fronczek). Jedyną osobą wtajemniczoną w mistyfikację Johna pozostaje jego sąsiad i zarazem najlepszy przyjaciel, Stanley (Artur Barciś). Nie wszystko jest jednak takie samo jak dwie dekady temu – życie Johna umila, a może raczej uprzykrza dwoje prawie dorosłych już dzieci – córka Mary, Vicki (Olga Szarzyńska/Justyna Schneider) oraz syn Barbary, Gavin (Bartłomiej Firlet/Adam Serowaniec).

To właśnie dwójka młodych bohaterów doprowadzi do zamieszania, które na nowo wywróci do góry nogami idealnie rozplanowane życia Johna. Vicki i Gavin poznają się bowiem przez internet i zaciekawieni zbieżnością nazwisk oraz innych faktów dotyczących ich ojców (a raczej ojca), postanawiają się spotkać. John, obawiając się, że od dawna skrywana prawda dotycząca podwójnego życia wyjdzie na jaw, robi wszystko, aby temu zapobiec. W zmaganiach tych pomaga mu wierny od lat Stanley.

Już od samego początku przedstawienia wydarzenia nabierają szybkiego tempa. Kłamstwa i matactwa mkną niczym kula śnieżna, skutkując kolejnymi nieprzewidzianymi komplikacjami. Aktorzy tworzą coraz to nowe zabawne gagi, bawią się grą słów, wpadają w sieć intryg, z której wyplątać jest się coraz trudniej. „Mayday 2” pod względem poczucia humoru i poziomu rozbawienia publiczności niczym nie ustępuje swojemu poprzednikowi. Jest zabawnie i intrygująco.

Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że postacią, która trzyma w ryzach i dyscyplinuje całą grupę bohaterów, nadając tym samym ton całemu przedstawieniu, jest grany przez Artura Barcisia, Stanley Gardner. Niewątpliwie wyróżnia się on na tle reszty zespołu. Gra bardzo naturalnie i niewymuszenie, sprawia wrażenie jakby rozśmieszał publiczność zupełnie od niechcenia. Reszta zespołu również dobrze wywiązuje się ze swoich zadań, jednak blask Artura Barcisia przyćmiewa ich sceniczne dokonania.

„Mayday 2” jest spektaklem idealnym na niezobowiązujący wieczór w teatrze. Krystyna Janda doskonale rozumie, czym jest farsa i jak ją zrealizować, aby widownia pokładała się ze szczerego, momentami niepohamowanego śmiechu. Za tą beztroską nie kryją się oczywiście żadne głębsze treści, jednak czy zawsze obcowanie ze sztuką musi być sprawą śmiertelnie poważną i skłaniającą do głębokich refleksji?

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni