kup bilety online

Komunikat prasowy

Pomoc domowa

https://chochlikkulturalny.blogspot.com/

Przewidywalna, choć pełna zwrotów akcji, przerysowana, czasem bardzo grubą kreską, momentami mało finezyjna językowo sztuka Marca Camolettiego. I wiecie co? Taką ją lubię! Jest przepyszna! Jak śmietankowy tort, który jemy tak łapczywie, że na twarzy pozostaje sporo kremu. 

Zaczyna się niewinnie. Oto mąż (Krzysztof Dracz), chcąc spędzić kilka miłych chwil z uroczą, choć mało rozgarniętą kochanką (Barbara Wypych), manipuluje żoną (Katarzyna Gniewkowska), by ta wybrała się z weekendową wizytą do rodziców. O dziwo, małżonka przystaje na tę propozycję, rychło jednak okazuje się, że sama pragnie w tym czasie spotkać się z pewnym mężczyzną (Mirosław Kropielnicki). Jest jeszcze wygadana pomoc domowa, Beata (Krystyna Janda), która swoje wie, jeszcze więcej widzi i wcale nie jest tak łatwo pozbyć się jej z domu. No i wtedy zaczyna się impreza. Zaczynają dziać się rzeczy, które mogą doprowadzić do katastrofy. Wtedy do akcji wkracza służąca - przepraszam - pomoc domowa, która uznaje, że pewne rzeczy nie mogły mieć miejsca ("i to zostąło ustalone"). Problem w tym, że to dopiero początek problemów.

Janda czuje farsę jak mało kto, wie też, jak sprawić, żeby po obu stronach sceny przez pełne dwie godziny dosłownie co kilka sekund wybuchały salwy śmiechu i braw. Bilety na "Pomoc domową" sprzedają się z prędkością światła. Wcale mnie to nie dziwi. 

Sztuka została językowo zbliżona do polskich realiow, co sprawia, że widzowie jeszcze bardziej utożsamiają sie z bohaterami i ich problemami. Śmieją się z nich, ale widzą i porównują, a potem wyciągają wnioski. Ten i ów niecierpliwie opowiada wręcz znajomym, kogo mu to przypomina. 

Ten spektakl stoi aktorami. Pięć fantastycznych osobowości, pięć niezwykłych talentów. Krystyna Janda, która nie bez powodu "gra Jandą", co ten i ów wytykał jej po wielu spektaklach w ostatnich latach, gdzie paradoksalnie - aktorka właśnie odchodziła od tego, co można byłoby uznać za wyznaczniki jej gry. Tutaj bawi się postacią Beaty, jednocześnie sprawiając samej sobie przyjemność wzięcia udziału w zabawie, która jest odtrutką na całe zło, które dotyka ją gdzieś poza teatrem. 

Moją idolką po tym przestawieniu zostaje bezapelacyjnie Katarzyna Gniewkowska. Jak ona gra! Klękajcie narody! Patrzy się na nią i widzi kogoś, kto zatraca się w fantastycznych scenicznych partnerowaniach, kto potrafi odnaleźc w sobie komediowe tony, jakich byśmy nawet nie podejrzewali. Przepięknie przerysowana, rozkosznie "pijana", od momentu, gdy wprowadza dość osobliwą (choć pewnie dla wielu całkiem naturalną) formułę gry wstępnej - kochają ją na widowni wszyscy bez wyjątku. Tak jak Jandę zresztą...

Reżyserka ma nosa do aktorów. Barbara Wypych jest jedną z najciekawszych młodych aktorek, jakie pojawiły się na deskach OCH-Teatru od początku jego istnienia. Zaledwie rok temu płakałem jak bóbr zachwycając się jej przejmującą kreacją w "Kamieniu" - spektaklu Teatru Współczesnego. W "Pomocy domowej" Wypych udowadnia, że potrafi znakomicie odnaleźć się w każdej konwencji. Komedia to jest także jej żywioł! Jak ona tutaj pięknie różni się od pozostałych dam! Jak cudownie portretuje urocze dziewczę o tyleż przyjemnej fizjonomii, co nienachalnym intelekcie. Wspaniała!

A panowie? Krzysztof Dracz jest w wybornej formie! Męski, filuternie rozogniony namiętnością do ponętnego Głuptaska, nie ma na sali faceta, który nie zazdrości mu chwil, gdy składa głowę ...aaa... nie powiem, gdzie! Aktor perfekcyjnie wyczuwa tempo farsy, punktuje jej niuanse drobnymi kroczkami, by za chwilę sadzić susy. Fantastycznie żongluje tekstem, lekko, jakby to nie był teatr, a życie, a on jego panem. 

Mirosław Kropielnicki, którego od kilku miesięcy darzę ogromnym szacunkiem, także i tutaj nie daje mi najmniejszych powodów do marudzenia. Zaskakujący kochanek, chciałoby się powiedzieć, widząc, jak Marcello wkracza do akcji. A potem, z każdą minutą, nabiera się do niego takiej sympatii, że nie chciałoby się w tej roli widzieć nikogo innego. 

Moi drodzy, jeśli jeszcze jakimś zrządzeniem losu nie słyszeliście o nowym hicie OCH-TEATRu, niniejszym oznajmiam, że kto nie zobaczy "Pomocy domowej", straci okazję na dwie godziny znakomitej rozrywki w najczystszej postaci. Nawet Chochlik, który nie znajdzie tu metafor czy innych teatralnych tropów, czuje się w pełni usatysfakcjonowany. Czasem potrzebujemy w teatrze po prostu chwili wytchnienia. "Pomoc domowa" daje ją nam w dawce, którą nawet trudno sobie wyobrazić. Kocham!

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni