kup bilety online

Komunikat prasowy

Dwieście procent normy

Jacek Wakar, www.ksiazki.onet.pl

Można powtarzać to do znudzenia: komedia, a przede wszystkim farsa nie cieszą się w Polsce większym szacunkiem. Mówi się, że to gatunki poślednie, nieszlachetne, niegodne szczególnej uwagi. Można też udowadniać za każdym razem, że takie klasyfikacje są bez sensu, bo sztuka lekka stanowi prawdziwy miernik profesjonalizmu. Komedia, a tym bardziej farsa to mechanizm morderczo precyzyjny. Wypadnie jeden element układanki, upada całość. Nie ma na to rady.

Och-Teatr ku uciesze publiczności w sztukach do śmiechu się wyspecjalizował. Przyznać należy, że Krystyna Janda wybiera tytuły sensownie, ale zadania nie ma łatwego. Dobre farsy nie rodzą się jak grzyby po deszczu. Stąd wystawiany jak Polska długa „Mayday” i jemu podobne. „Pomoc domowa” Marca Camolettiego też jest przebojem gatunku. Powstała niemal sześćdziesiąt lat temu i od tej pory nie schodzi z teatralnych afiszy. Spośród sztuk francuskiego autora jedynie znany również w Polsce „Boeing, boeing” przebił jej gigantyczną popularność.

 

Trudno się temu dziwić, bo rzecz się nie starzeje. Schemat znany: mąż, żona, jej kochanek, jego kochanka. Do tego jeszcze pomoc domowa, którą bohaterowie chcą wyekspediować dokądkolwiek, aby mieć w tajemnicy przed małżonkiem wolną chatę na miłosne harce. Rezolutna pani zostaje jednak i staje się powiernicą wszystkich, sekundując narastającemu szaleństwu. Popija przy tym grubo, ale nie traci rezonu. Za swą przemyślność i dyskrecję bierze od każdego co chwila szeleszczącą przyjemnie nagrodę.

Bartosz Wierzbięta, któremu zawdzięczamy polską wersję „Shreka”, utwór Camolettiego nie tylko przetłumaczył, ale też przeniósł go w polskie realia. Postaci noszą więc swojsko brzmiące imiona, Norbert wybiera się do Szczecina, pomoc domowa z radością wyciąga z kieszeni stuzłotowe banknoty. Zabieg sprawdza się, bo przenosi intrygę „Pomocy domowej” w świat nam bliższy, znany z codzienności. Reszta zależy od charakterów, a te odmalowuje autor z dużym znawstwem. I od aktorów, bo oni dają im życie. W warszawskim Och-Teatrze w burzliwy świat farsy wchodzą z wielkim zaangażowaniem i nieukrywaną przyjemnością. Warto zobaczyć przedstawienie Krystyny Jandy dla niej samej, dla Katarzyny Gniewkowskiej, Krzysztofa Dracza, Mirosława Kropielnickiego.

Dracz w znakomitej formie mnoży kroczki i grymasy, obłapia upragniony obiekt pożądania (Małgorzata Kocik), niczym pułkownik Kwiatkowski ze znakomitego filmu Kazimierza Kutza rozczula się na widok biustu dziewczyny. Kropielnicki ogrywa swe warunki, czyniąc z Marcello postać tyleż zabawną, co – celowo – lekko odstręczającą. Z ogromną satysfakcją patrzyłem na Katarzynę Gniewkowską, dla której „Pomoc domowa” jest może pierwszą farsą w karierze, a na pewno pierwszą, od kiedy tę świetną aktorkę pamiętam. Gniewkowska gra zdradzaną i zdradzającą żonę z jakąś wręcz perwersyjną radością, wydobywając komizm, dotychczas skrzętnie ukrywany. Po trudnej konwencji porusza bez najmniejszego fałszu, czasem zdaje się wręcz, iż dorzuca do pieca ponad miarę, lecz zawsze z sensem. Kilka razy patrząc, jak uwodzi kochanka, ze śmiechu omal nie spadłem z fotela. „Pomoc domowa” to w gruncie rzeczy powrót znakomitej artystki. Szkoda, że po przeprowadzce z Krakowa w macierzystym Teatrze Narodowym gra tak mało.

Osobna sprawa to Krystyna Janda w roli tytułowej. Opowiadała przed premierą, że w graniu pijanej (a służąca u Camolettiego nie rozstaje się z alkoholem) zawsze była najsłabsza, w dodatku w oryginale jest to partia dla znacznie młodszej aktorki. Nic to jednak, gdyż Janda wchodzi w „Pomoc domową” bez trzymanki, na dwieście procent normy. Celowo niczego nie sublimuje, nie cieniuje, tylko przez ponad dwie godziny jedzie po bandzie, bez kolizji biorąc wszystkie zakręty. Jest w wiecznym śmiechu, rum wraz z whisky plączą jej język i nogi, głos chrypnie coraz bardziej. Krystyna Janda gra do spodu, jakby samej sobie oraz widzom chciała zafundować potężną dawkę śmiechu opętańczego, wręcz histerycznego, bez żadnych ograniczeń.

Może konfabuluję, ale wydaje mi się, że w śmiechu Jandy jest coś eskapistycznego, że to ucieczka od świata, w którym z każdą chwilą bardziej nie ma się z czego śmiać. Dlatego popis wybitnej aktorki chwilami staje się dla mnie przejmujący, a całość podszyta odrobiną goryczy. Co nie umniejsza świetnej zabawy. „Pomoc domowa” w Och-Teatrze to dobry prezent dla publiczności. Prezent na trudne czasy.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni