kup bilety online

Komunikat prasowy

Dobry wojak Zamachowski w doborowym towarzystwie idzie na wojnę!

Nigdy nie byłem największym fanem słynnego Szwejka. Nie pokochałem książki Jaroslava Haška, nie zachwyciłem się wersją filmową ani serialem. Czeski humor w takim wydaniu był zawsze dla mnie troszeczkę nie do końca strawny. Minęło wiele lat… aż z tym samym bohaterem spotkałem się ponownie. Po dziewięćdziesięciu minutach spektaklu pisałem rozgorączkowany tak: 

            „Do OCH-Teatru wbiegłem cały mokry od deszczu. STOP. Szarlotka zjedzona. STOP. Oglądałem najnowszy spektakl pt. DOBRY WOJAK SZWEJK IDZIE NA WOJNĘ. STOP. Któż nie zna historii o tym poczciwym człowieku, który wciąż pakuje się w kłopoty, z których wychodzi dzięki swojej "inteligencji"? STOP Przedstawienie jest fantastyczne. STOP. Zbigniew Zamachowski jak urodzony do roli Szwejka. Co za głos! Grama szeleszczących niedoróbek. I ta interpretacja bliska ideału! STOP. Ale ten spektakl nie tylko wielkim Zamachowskim stoi! Krzysztof Dracz równie dobry! I jaka zmiana wizerunku! STOP. Milena Suszyńska - jak to widać od razu, kto jest z Teatru Narodowego. Boska dykcja! A aktorka niczego się nie boi i doprawdy wszystko zagra! A dodajmy do tego tę kibić wiotką... Marzenie! STOP. Największe zaskoczenie - Mirosław Kropielnicki! Tyle już razy na niego marudziłem, a on w tym spektaklu odpalił, że klękajcie narody! Tak się cieszę! STOP. Michał Zieliński również w dobrej formie. STOP. Teatralna młodzież: Marcin Bubółka i Henryk Simon - wypada nieźle aktorsko, jednak przepaść dykcyjną słychać niestety. STOP. (Bubółce obciąć włosy, jeśli się nie zgodzi, choćby w trakcie snu...). STOP. Idźcie do OCH-u, naprawdę warto!”

            W zasadzie na tym mógłbym skończyć, bo tu się nie ma nad czym rozwodzić: przedstawienie w reżyserii Andrzeja Domalika jest po prostu znakomite i tyle. Jeśli ktoś nie zna książki, widział zapewne Szwejka w kinie lub telewizji. To w końcu postać kultowa. Reżyser przekłada prozę Haška na język teatru tak, że nie dostrzegamy, że oto przenieśliśmy się z kart książki na scenę. Coś pięknego! Zachowuje przy tym groteskowość sytuacyjną oraz pełne absurdu spojrzenie wojaka Szwejka na swój „wrodzony idiotyzm”.

            Wszystko w OCH-Teatrze zaczyna się od dobrego przekładu Pawła Hulki-Laskowskiego. Bez tego nie byłoby szans powodzenia całego przedsięwzięcia. Widać, że reżyser zrobił wszystko, by tekst czeskiego pisarza uczynić dla widza przyjemnym. Tak się właśnie dzieje. Doborowa obsada, ze Zbigniewem Zamachowskim na czele, daje radę, serwując nam półtorej godziny fantastycznej zabawy. Zamachowski wydaje się idealny w roli Wojaka Szwejka. Jest tak dobry, że widz zaczyna się zastanawiać, czy Hašek czasem nie pisał „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej” z myślą o polskim aktorze. Byłoby to wszak solidnie umotywowane, gdyby nie jeden maleńki fakt: Zamachowski urodził się trzydzieści osiem lat po śmierci autora książki. Pech…

            Dziewięćdziesiąt minut niczym niezmąconej radości uczestniczenia w teatralnym życiu Szwejka. Grający go Zbigniew Zamachowski odnalazł drogę do serc widzów pełnym wyczucia i serdeczności wobec bohatera uśmiechem. Bije z niego słońce na kilometr, dlatego nie sposób tego prostolinijnego wojaka o bardzo małym rozumku nie polubić. Poczciwina, czego się naturalnie spodziewamy, popada w coraz to nowe kłopoty, z których wychodzi z osobliwym wdziękiem. Za dużo mówi, choć jest w tych tyradach paradoksalnie sporo absurdalnej logiki. W każdej sytuacji ma w głowie garść żarcików, dykteryjek, którymi sypie jak z rękawa. Zamachowski i Szwejk stanowią na scenie jedność. Nie sposób ich oddzielić, zrozumieć, który na kogo ma większy wpływ. Mistrzostwo świata. Dobroduszny wojak, który filozofuje nawet będąc na najtrudniejszych życiowych zakrętach. Aktor puszcza do widza momentami przysłowiowe oko, ale  też widać, że bawi się w tej roli przepysznie! Jakim cudem potrafi zachować wciąż ten niezachwiany optymizm? Sam nie wiem! Szwejkowe mądrości wywołują uśmiech, ale  - umówmy się – nie jest to nic, czego byśmy nie obserwowali i nie słuchali w życiu codziennym!

            Tym, co mnie w Szwejku Zamachowskiego urzekło najbardziej, jest drugie dno, które wyziera z niemal każdego jego monologu. Pod tym płaszczykiem błazeństwa coś się ewidentnie kryje, tylko nie mamy pewności, czy to jest intelekt, które nakazuje w ten sposób bronić się przez złym światem, czy może coś innego, czego nawet nie potrafimy jeszcze nazwać?

            Absolutnie roznosi scenę także Krzysztof Dracz. Mieliśmy ostatnio w Teatrze Polonia możliwość oglądać go w świetnej roli George`a w „Kto się boi Virginii Woolf”. Teraz Dracz całkowicie zmienia sceniczny wizerunek. Kiedy jako kapelan Katz zaczyna bełkotać, w pierwszym momencie przecieramy oczy: co się z nim stało? I po chwili dopiero zaczynamy rozumieć, że on tylko tak gra, że chowa swój wspaniały głos. Tymczasem aktor z każdą kolejną minutą zaczyna szaleć na scenie coraz bardziej. Zaczynamy się bać, że to się może źle skończyć dla kogoś! Co to jest za fantastyczna postać! Odrobinę przerysowana, przyciągająca jak magnes. I – niestety – boleśnie wprost prawdziwa. Mało takich żyje?

            Ten spektakl pozwolił mi wreszcie odkryć Mirosława Kropielnickiego. Tyle już razy coś mi w jego kreacjach uwierało, aż trafił się „Dobry wojak Szwej idzie na wojnę”, w którym aktor nie robi nawet jednego fałszywego gestu. Mówi przy tym tak, że nic, tylko paść na kolana. Co za zrozumienie postaci oficera! Co za postawa, co za pewność siebie! A przy tym taka błazeńska fanfaronada w zachowaniu. Absolutnie genialne, zwłaszcza gdy przez Szwejka niemal osiwieje…

            Pochwalić muszę także Michała Zielińskiego, który wykorzystuje swoje walory w sposób szatańsko skuteczny. Jest momentami mocno groteskowy, wystarczy jedna mina, by widownia rozumiała dziesiątki znaczeń. A Milena Suszyńska (również, jak Zbigniew Zamachowski, aktorka Teatru Narodowego)? Cóż za smaczek w tym szwejkowskim świecie! Nie ma słów, żeby nachwalić się tej perfekcyjnej dykcji! Aktorka bawi się każdym słowem, jakby wyczuwając w nich barwy i smaki. To jest coś nieprawdopodobnego. Miłosne igraszki, którym oddaje się ze Szwejkiem, wymagają od aktorów wzajemnego zaufania. Sporo tam się dzieje i tylko niebagatelny warsztat sprawia, że nie dzieje się nic niestosownego. Przy okazji – brawa dla Jagny Janickiej za odpowiedni kostium, jakim obdarzono uroczą kochankę porucznika. Tak rzadko dba się o to, by pod białym kostiumem była cielista bielizna, a tutaj tego dopilnowano! Wielkie brawa (po prawdzie: Janicką pochwalić trzeba za wszystkie kostiumy i świetną scenografię również).

Na deser zostawiam sobie teatralną młodzież. Nie będę wiele marudził, bo aktorsko panowie: Marcin Bubółka i Henryk Simon – wypadają jak trzeba. Mało tego, mają w sobie tak potrzebny w tym spektaklu dystans, przez co ten i ów widz uśmieje się nie raz patrząc na ich wyczyny. Jeśli  mógłbym się do czegoś przyczepić, to do dykcji. Panowie odcinają się pod tym względem bardzo od swoich starszych kolegów. Przydałoby się wiele lekcji z impostacji głosu. Gdyby to dopracować, mielibyśmy spektakl wprost idealny! No, może jeszcze Marcin Bubółka mógłby obciąć włosy (niech sobie popatrzy w lustro, jak wygląda w kapeluszu, gdy są schowane – zrozumie, o czym mówię).

Od niemal stulecia opowieść o przygodach dobrego wojaka Szwejka bawi nas i uczy (jednych, jak mnie dotąd – mniej, innych – bardziej). W inscenizacji przygotowanej przez Andrzeja Domalika w OCH-Teatrze wybrzmiewa tak, że nie sposób jej nie pokochać. Mądry tekst okazuje się przy tym zaskakująco świeży i aktualny. Jest tu bardzo wesoło, a mimo to gdzieś pod skórą czuje się, że mówi się do nas także o sprawach trudniejszych.

Nie mogę zapomnieć o będącej w wybornej formie (czy to się kiedyś zmieni?) Katarzynie Łuszczyk, która sprawia, że światło staje się jednym z bohaterów spektaklu. Dużo dobrego robi też Leszek Bzdyl, dzięki któremu mamy wrażenie, że wszystko na trudnej przecież scenie dzieje się jakby tak, gdzie powinno.

Tak chwalę i chwalę i przestać nie mogę. Szukam w pamięci, czy do czegoś mógłbym mieć zastrzeżenia? Wiem! To drobiazg, ale przy piosenkach nie do końca słyszalne są słowa, które nie przebijają się przez muzykę. Można więc albo śpiewać głośniej, albo przyciszyć podkład…

"Dobry wojak Szwejk idzie na wojnę" z miejsca stał się kolejnym hitem OCH-Teatru (wystarczy zerknąć, jak sprzedają się bilety, żeby zrozumieć, o czym mówię). Bardzo sprytnie twórcy zostawiają sobie furtkę, żeby do szwejkowej rzeki wejść w przyszłości jeszcze raz. Wykorzystali zaledwie połowę książki Haška, a to czytelny znak, że jeszcze się z tymi bohaterami spotkamy. Szczerze? Mnie to akurat niebywale cieszy!

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni