kup bilety online

Komunikat prasowy

KIEDY ZATAŃCZY NA PARKIECIE, STAJE SIĘ KIMŚ INNYM

Wojciech Giczkowski, www.teatrdlawas.pl

Krystyna Janda cały czas poszukuje sztuk, które można wystawić w Och-Teatrze. Nie jest to łatwe, ponieważ teatr ten ma niecodzienny kształt widowni. Znajduje się ona bowiem z dwóch stron sceny, a przedstawienie musi być grane przez aktorów zarówno na lewą, jak i prawą stronę. Do tego dwie zamykające części sceny po zgaszeniu świateł stają się kulisami i garderobą. Dla scenografa to mordęga, bo jeżeli zaprojektuje jakaś zabudowę sceny, to jest ona umieszczona po bokach, co pozwala niektórym widzom zobaczyć ją w całości tylko podczas przerwy. Dla aktorów to też problem, bo grają i tańczą na dwie strony, a kwestie dialogowe wygłaszają, chodząc po scenie od lewej do prawej – i do tego po skosie! Problem ten postanowiła rozwiązać sama prezes, która zna tę scenę doskonale.

Nowa produkcja Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury to inscenizacja komedii „Stepping Out” Richarda Harrisa. Sztuka ta została wystawiona w 1984 roku w Leatherhead koło Londynu. Po sukcesie na West Endzie można ją było oglądać na Broadwayu w reżyserii Tommy'ego Tune’a w 1987 roku, zanim został nakręcony w 1991 roku film, w którym swój come back zaplanowała Liza Minnelli. Jako nieznośna Vera w filmie zagrała Julie Walters.

Dla Jandy sprawa była na tyle łatwa, że już w 2005 roku wystawiła tę sztukę w Teatrze Powszechnym w Łodzi z sukcesem tak dużym, że do obecnej inscenizacji przeniosła kostiumy z finałowego show autorstwa Magdaleny Tesławskiej (zaprojektowane 11 lat temu). „Stepping Out” – czyli „Lekcje stepowania” – to ciepła i łagodna komedia społeczna. Ukazuje kilka miesięcy z życia siedmiorga uczniów, którzy pochodzą z różnych środowisk, a każdy z nich ma swoje własne powody do przychodzenia na lekcje tańca. W szkółce, którą kieruje Mavis i towarzysząca jej akompaniatorka pani Fraser, uczniowie starają się opanować podstawy tańca. Jednak kroki i zasady są tylko tłem kwestii zasadniczej, czyli relacji i interakcji rodzących się w grupie bardzo różnych ludzi. Do finałowego występu muszą nie tylko opanować pewne umiejętności taneczne, lecz także przezwyciężyć zahamowania i konflikty osobiste.

Okazuje się, że czas wpływa korzystnie na wartości społeczne przedstawienia. Problemy takie jak bezrobocie czy opieka społeczna stają się mniej ważne, a na pierwszy plan wysuwają się pedofilia, przemoc w rodzinie i tolerancja wobec mniejszości seksualnych. Łatwo zauważą to widzowie, którzy pamiętają znakomite przedstawienie Krzysztofa Jasińskiego zrealizowane w 2006 roku w Teatrze Komedia. Waga zagadnień poruszanych w sztuce dotyczy bezpośrednio dyskryminacji kobiet i seksizmu.

Do tak sformułowanych bardzo trudnych zadań aktorskich reżyserka musiała zaangażować doskonałych aktorów. W obsadzie jest tylko jeden pan, Geoffrey, czyli Kamil Maćkowiak, którego mocną stroną jest nie tylko gra aktorska, lecz także duży talent taneczny (jest w końcu absolwentem gdańskiej „baletówki”). Geoffrey i Andy to dwoje wykonawców, którzy od początku ukrywają swoje uczucia. Zofia Zborowska i Maćkowiak tworzą dwa ciekawe portrety, zwracają uwagę na szczegóły postaci, które w ich wykonaniu są wiarygodne i trzymają uwagę widzów podczas pierwszego aktu, momentami niestety nieco nudnego i płynącego dość leniwie.

W przedstawieniu można zobaczyć wszystkie najpopularniejsze obecnie aktorki znane z seriali telewizyjnych. Cała obsada gra swoje postacie na bardzo przyzwoitym poziomie, dążąc konsekwentnie do finału, który – zgodnie z autorskim założeniem – jest czystą zabawą. Fajerwerkiem radości i witalności. Zanim do tego dojdzie, poznamy świat boleśnie rzeczywisty. Katarzyna Żak kreuje postać Maxine półsłówkami, a za radosną powłoką ukrywa strach o powodzenie swojego skromnego biznesu. Mavis (w tej roli uwielbiana przez publiczność Anna Iberszer) jest dynamiczną nauczycielką z mroczną przeszłością i ukrywaną ciążą. Do tego tańczy przecudnie. Była bardzo sugestywna jako sfrustrowana instruktorka tańca, zarówno pod względem fizycznym (z łaski jej postawy), jak i z przekonania (widz czuje jej miłość do tańca). Joanna Moro zagrała skromną Dorotę, która potrafi wyolbrzymić każdy malutki problem. Okazuje się, że artystka potrafi nie tylko śpiewać, lecz także niezwykle ekspresyjnie tańczyć. Sympatię widzów pozyskała chora na raka Rose, przekonująco wykreowana przez Izabelę Dąbrowską, nierzucającą się w oczy, ale żywiołową. Salwy śmiechu potrafiła wywołać rubaszna Elżbieta Romanowska, która jest znana widzom w całej Polsce z tego, że doszła do finału konkursu tanecznego w telewizji. Jej mocno frywolne żarty mogą czasami wywołać zażenowanie u niektórych widzów, ale taka rola i taki tekst przypadły w udziale tej wspaniałej aktorce. W roli perfekcyjnej pani domu Very, ku radości wszystkich zobaczyliśmy Marię Winiarską, która przypomniała, jak wygląda aktorstwo starej szkoły – złożone z drobiazgów, drobnych gestów, nawet pochylenia głowy. Do tego tańczyła tak wspaniale jak kiedyś z siostrą w kabarecie A. Strzeleckiego „Kur”. Ciekawe było zestawienie i porównanie gry Marii Winiarskiej z jej córką Zofią. Gwiazdą, która skradła show na premierze, była aktorka wcale nietańcząca, ale grająca na klawiszach. Krystyna Tkacz cały pierwszy akt pozostawała w cieniu i tylko chwilami pokazywała tak naprawdę, na co ją stać. Jednak w drugim akcie gra scenę, gdy pani Fraser, skromna akompaniatorka, po powrocie z pubu poucza członków zespołu. Scena jest tragikomiczna, zakończona próbą zagrania muzyki poważnej. Tkacz jest wspaniała, śmieszna i szalenie dramatyczna w próbie zwrócenia na siebie uwagi. Zauważyli wszyscy – oklaski brzmiały w teatrze przez cały czas jej monologu i jeszcze długo potem.

Gratulacje dla wszystkich wykonawców za końcowe sekwencje przedstawienia. Po raz kolejny widzowie byli pod wrażeniem połączonych zdolności tanecznych całego zespołu. Czy jednak zrozumiałe jest dla młodego widza, ubranie tancerzy w wesołe, różowe kostiumy króliczków z „Playboya”? Nie wiem! Tak samo jak muzyka M. Jacksona i piosenka o Billie Jean. Choć jest ciągle rytmiczna, pozostaje tylko wspomnieniem z przeszłości, bo problemy przestawienia są jak najbardziej żywe i aktualne, dotyczą wielu kobiet. To kolorowe i dowcipne widowisko jest bowiem kierowane przede wszystkim do pań i stało się próbą przedstawienia ich ucieczki od samotnego życia w świat wykreowany przez social media.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni