kup bilety online

Komunikat prasowy

OPOWIADAMY Z DUMĄ: WIDZIAŁYŚMY JANDĘ/CALLAS

www.kulturadogorynogami.pl

Iga: Trochę już minęło odkąd byłam na tym spektaklu. Pół roku! A on cały czas czai się gdzieś w mojej głowie. Czasem nawet śni mi się pierwsza scena, gdy Krystyna Janda wchodzi szybkim, stanowczym krokiem na deski teatralne i jednym ruchem ręki ucina brawa. Od samego początku czuje się do niej niesamowity respekt. A raczej do granej przez nią postaci – Marii Callas. Chociaż, prawdę mówiąc, ja widzę w tym spektaklu Jandę jako Callas i Jandę… jako Jandę.

Doma: Myślę, że nie tylko Tobie podczas oglądania tego spektaklu towarzyszy lekka dezorientacja. Janda, posługując się wizerunkiem primadonny stulecia, przedstawia stadium prawdziwej artystki, którą sama jest. Jako Callas opowiada o relacji z publicznością, ogromnej wadze sztuki, pięknie opery, sile interpretacji, zaangażowaniu i ciężkiej pracy, którą musiała wykonać, by stać się tą, którą nazywają La Diviną, czyli Boską. Nie ulega wątpliwości fakt, że niektóre słowa wypowiadane w roli są także jej osobistym wyznaniem. Sparafrazowano nawet tytuł sztuki:Krystyna Janda. Master Class.

Natalia Właśnie Iga, à propos tych uciętych braw na samym początku. Dla mnie to było niesamowite! Bo z upływem każdej chwili, każdej kolejnej sceny, miałam poczucie, że ja, cała widownia, także możemy brać udział w jej lekcji i jesteśmy jej uczniami. Miała pełną kontrolę nad tym, co robi, ale także nad każdą reakcją, każdym śmiechem publiczności. Było to bardzo świadome.

Iga: Właśnie to lubię najbardziej w aktorstwie Jandy – świadomość, dojrzałość. Ona nie gra pod publikę, gra dla publiczności. To łatwo wyczuć, że traktuje widza jak równego sobie partnera. Wracając do samego spektaklu – dla mnie to jest przede wszystkim piękny tekst. Te monologi Callas! Skonfrontowanie zgorzkniałości, samotności głównej bohaterki z młodością i chęcią walki o marzenia młodych ludzi… Majstersztyk.

Doma: Dobrze, że wreszcie któraś z nas wspomniała o monologach, bo to właśnie te zdania, wygłaszane w półmroku, kiedy tylko długi snop światła znad sceny rozjaśnia Jandę, poruszają i dotykają widza najbardziej. Wśród jupiterów widzimy Callas – dumną, wyniosłą, pewną siebie, despotyczną, władczą, świadomą swej wartości, kapryśną i emocjonalną. Natomiast w ciemności jawi się Maria, która wspomina najtrudniejsze momenty swojego życia i odgrywa najboleśniejsze dla niej rozmowy. Sama zresztą pisała o sobie, że urodziła się zbyt dumna, zbyt wrażliwa, zbyt krucha. Bardzo intrygująca postać.

Iga: Nie ujęłabym tego lepiej. Te monologi budują pomiędzy Callas/Jandą a widzem pewien rodzaj intymnej więzi. Mnie na przykład wbiło w fotel podczas słów o sztuce. O tym, jak jest ona ważna dla człowieka, o ile ubożsi byliby bez niej ludzie. A z drugiej strony – ta sama sztuka może być przecież destrukcyjna, szczególnie dla artysty dążącego do perfekcji. To niesamowite ile twórca jest w stanie dla niej poświęcić… My – widzowie – przychodzimy na gotowe, zapominając często o tym, że te kilkadziesiąt minut spektaklu, koncertu, filmu, okraszonych jest ciężką pracą wielu osób.

Natalia: Weźmy pod uwagę to, że premiera tego spektaklu miała miejsce już w 1997 roku. Potem przez kilkanaście lat spektakl nie był w ogóle grany. Dopiero w zeszłym roku powrócił do teatru. Od tego czasu na pewno wiele się zmieniło. Janda się zmieniła – doświadczyła wielu zdarzeń, niektórych dobrych, niektórych złych. Teraz ta rola jest bogatsza o własne doświadczenia. Nie ulega wątpliwości, że Janda była fenomenalna, to każda z nas wie. Ale co z osobami, które także brały udział w tym spektaklu? Oni przecież zrobili kawał dobrej roboty!

Iga: Tak! Jak oni pięknie śpiewali… Aż czasami irytowało mnie, że Callas przerywa te piękne arie. Chciałam słuchać, słuchać, słuchać. A Michał Zieliński w roli pracownika technicznego! Niby epizod, ale jakże istotny, wprowadzający do przedstawienia elementy komiczne. Jestem ciekawa jak zagrał to te kilkanaście lat temu Cezary Żak. Dziewczyny, ja już chyba nic więcej o tym spektaklu nie napiszę. Teraz sobie uświadomiłam jak bardzo za nim tęsknię! Pointujcie, a ja znikam na strony repertuaru Och-Teatru.

Natalia: Te arie to było coś wspaniałego, naprawdę, byłam pełna podziwu. Mnie szczególnie w pamięci zapadła postać Sophie de Palma, grana przez Agnieszkę Adamczak, jej śpiew był czymś przepięknym, z każdym dźwiękiem chciałam usłyszeć coraz więcej i więcej. Ach, jak o tym pomyślę, nadal mam ciarki! A co do Michała Zielińskiego… Ja napiszę tylko – kocham, kocham, kocham. Powiem Wam, że po obejrzeniu tego spektaklu doszłam do wniosku, że Krystyna Janda jest dla życia teatralnego, filmowego tym, kim Maria Callas dla opery. Po dłuższym zastanowieniu muszę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że to był pierwszy spektakl, który obejrzałam na żywo z Krystyną Jandą, mam nadzieję, że nie ostatni.

Doma: Najpiękniejszym podsumowaniem są dla mnie słowa Andrzeja Saramonowicza: Koniecznie zobaczcie! Kiedyś opowiecie z dumą, że widzieliście Jandę. Tak jak inni opowiadają od lat, że mieli to szczęście zobaczyć i posłuchać Callas na żywo oraz dialog, który usłyszałam mimowolnie podczas antraktu, a wyrażał wszystko, co w tamtym momencie czułam (i sądząc po wyrazach twarzy ludzi wokół mnie, nie byłam jedyna): Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nigdy nie było mi dane tego zobaczyć i usłyszeć. Trudno o trafniejszy komentarz. Z teatru po obejrzeniu sztuki Maria Callas. Master Class wychodzi się bogatszym. Po prostu.

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Partner
Och-Teatru

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni